Postmodernistyczne mansjony

Justyna Zielińska
13.04.2011

Jeśli nie ma cię na MySpace, nie istniejesz”1 – zawężona parafraza bardzo znanej reguły, mówiącej, że jeśli nie ma cię w Internecie, to znaczy, że nie istniejesz. Obecnie można zaobserwować, że popularne portale społecznościowe, jak Facebook czy MySpace, przyciągają miliony ludzi, którzy aktywność na powyższych stronach włączyli do swoich codziennych zajęć.

Trafna i powszechnie stosowana definicja portalu społecznościowego opisuje go jako zestaw kompleksowych usług, pozwalających użytkownikom Internetu na:

(1) założenie publicznego lub półpublicznego profilu w obrębie systemu ze ściśle wytyczonymi granicami, (2) stworzenie listy innych użytkowników, z którymi dzielą oni pewne relacje [listy znajomych – przyp. aut.], (3) a także pokazywanie i przenoszenie swojej listy relacji/połączeń i tych wykreowanych przez innych [na przykład znajomych naszych znajomych – przyp. aut.] w obrębie tego systemu2.

Podstawowy problem do rozważenia dotyczy tego, w jaki sposób użytkownicy „wystawiają siebie” na swoich facebookowych profilach i do jakiego stopnia czynią to sami zainteresowani, a do jakiego stopnia (wirtualne) „ja” jest „reżyserowane” przez sztab osób zewnętrznych (między innymi projektantów interfejsu Facebooka, jego administratorów, reklamodawców, PR­‑owców, promotorów marek i tak dalej).

Moja robocza hipoteza jest następująca: działania użytkowników w obrębie portalu społecznościowego, jakim jest Facebook, są ograniczone i kontrolowane przez szereg osób, począwszy od tych odpowiedzialnych za wygląd i funkcjonowanie platformy – owej tytułowej „sceny”, udostępnionej do pozornie niczym nieograniczonych „indywidualnych występów” – „monodramów”.

Dla pełniejszego obrazu będę posiłkować się językiem i słownictwem z kręgu teatralno­‑dramatycznego. Jest to podyktowane tym, że moje postrzeganie Facebooka opiera się częściowo na teorii Ervinga Goffmana sformułowanej w jego książce Człowiek w teatrze życia codziennego. W odniesieniu do portali społecznościowych nabiera ona całkiem nowego znaczenia. W tej perspektywie profile użytkowników w tego typu serwisach internetowych są właśnie Goffmanowskimi maskami – prezentacjami siebie.

Ponadto Facebook jest również doskonałym przykładem współczesnej sceny średniowiecznej z jej mansjonami – symultanicznymi scenami, na której poszczególne akcje rozgrywają się równolegle, w tym samym czasie i bez przerwy.

W poszczególnych częściach mojej analizy będę się również posiłkować teoriami performance’u, nowych mediów oraz Gillesa Deleuze’a i Jeana Baudrillarda.

Jak wykreować sceniczną hiperrealność portali społecznościowych? „Dramaturgiczny” glosariusz

W teorii Ervinga Goffmana przedstawienia w życiu codziennym są rozumiane jako pewien zestaw ról społecznych – masek, jakie ludzie na siebie „nakładają” w zależności od sytuacji, w jakiej się aktualnie znajdują (na przykład w kręgu rodziny, przyjaciół, kolegów z pracy). Inaczej zachowają się w czasie nieformalnego spotkania towarzyskiego w gronie najbliższych, a inaczej w trakcie biznesowej rozmowy. Nie oznacza to jednak, że te dwie przykładowo wymienione tożsamości – nieoficjalna, towarzyska oraz zawodowa – są jedynie odgrywane i nie mają nic wspólnego z „ja prawdziwym”. Chodzi o to, że na to „autentyczne ego”, w zależności od społecznego kontekstu, nakłada się pewne maski rozumiane jako na przykład pewne określone standardy zachowań czy też dress code.

Biorąc pod uwagę, że Internet jest, między innymi przez M. Castellsa, traktowany jako przedłużenie życia ludzkiego we wszystkich jego aspektach3, spektakle codzienności rozszerzają swoje granice o przestrzeń tego nowego medium. Internetowi analitycy postrzegają domowe strony www4 jako Goffmanowskie role, które odgrywamy przed innymi5.

Idee Goffmana są w pewien sposób powiązane ze współczesnymi teoriami na temat sztuki performance’u. Marvin Carlson pisze, że

nasze życie jest ustrukturyzowane w odniesieniu do powtarzających się i społecznie usankcjonowanych wzorów zachowań, stąd też pojawia się hipoteza, że zbiór wszystkich ludzkich aktywności i działań może być postrzegany jako performance6.

Tok myślenia Carlsona jest słuszny w odniesieniu do facebookowych profili. Zawartość treściowa profili jest (do pewnego stopnia) uzależniona od szeregu indywidualnych decyzji ich właścicieli dotyczących na przykład tego, które zdjęcia czy jakie dane personalne opublikować w wirtualnej rzeczywistości. Często użytkownicy stosują tak zwaną autocenzurę. Oznacza to, że należące do nich profile w portalach społecznościowych stanowią ich intuicyjną prezentację i „autonarrację”7. Jednakże powyższe czynności są wykonywane w taki sposób, by przekonać odbiorców, że „ja wirtualne” jest jednocześnie tym jedynym i prawdziwym8.

Facebook stanowi również uwspółcześnioną wersję teatralnej sceny średniowiecznej, której wyznacznikiem była symultaniczna konstrukcja tworzona przez mansjony – małe drewniane wozy na kołach, gdzie rozgrywały się kolejne sceny sztuki. Widzowie średniowieczni, podzieleni na mniejsze grupki, chodzili od mansjonu do mansjonu, dlatego też w danym momencie aktorzy odgrywali swoje role na każdej scenie – mansjonie. Poszczególne grupy wymieniały się między sobą, a przedstawienie, podzielone na sceny­‑mansjony, odgrywane było do chwili, gdy ostatnia grupa obejrzała ostatnią scenę sztuki.

Opisana powyżej scena mansjonowa wykazuje konotacje z tak zwanym „stylem okienkowym”9. Bardzo powszechne jest, że użytkownicy Internetu mają jednocześnie otwartych w tle przynajmniej dziesięć witryn internetowych10.

W odniesieniu do zawartości treściowej Facebooka, „styl okienkowy” oraz mansjony odnoszą się do zwielokrotnionych autoprezentacji wewnątrz wszystkich okienek. Zjawisko to tłumaczone jest jako hipermedialna kombinacja zróżnicowanego dostępu do wielorakich mediów11. Facebook sam w sobie jest kompleksową wirtualną platformą, do której podłączone są różnorodne aplikacje. Z tej perspektywy mansjony oznaczają dla mnie owe różne facebookowe „sceny” (profile, aplikacje i tym podobne). Mam tu na myśli przede wszystkim następujące pojęcia:

  • hipertekstowe ja „usieciowione” (ang. hypertextual networked self), czyli hipertekstowe dane osobiste z listą relacji (znajomi, ulubione strony, przynależność do grup). Castells definiuje „ja sieciowe”12 jako zbieżne z tożsamością poza siecią, sprzyjające wytworzeniu się tak zwanego indywidualizmu sieciowego13 jako nowego wzorca społecznego, polegającego na tym, że to jednostki budują sieci – w Internecie i poza nim14. Castells, charakteryzując „ja sieciowe”, zwraca uwagę na powstanie społeczności skupionych wokół konkretnych zainteresowań, od których właśnie wywodzą się facebookowe profile marek (fanpages);
  • symulacje: obrazy bez związku z rzeczywistością, czyli różnego rodzaju zdigitalizowane obrazy i zdjęcia, publikowane w profilach i fanpage’ach marek, podzielone na albumy
  • hipertekstowy strumień świadomości, czyli „tablica” (na profilu i na stronie głównej portalu) jako jeden z aspektów hipermedialności, stanowiąca swoisty akt performance’u bez fizycznego początku, środka i końca;
  • marionetkowa masa, czyli użytkownicy będący członkami korporacji w Deleuze’owskim społeczeństwie kontroli15 (różnorodne formy reklamy, tworzonej przez użytkowników lub agencje reklamowe).

Wymienione powyżej „sceny­‑mansjony” będą stanowiły odrębne części mojej analizy. Budują one tytułową wielowarstwową facebookową scenę teatralną, na której przedstawienie trwa – bez początku i końca.

Mansjon pierwszy: sieci przyjaciół. Hipertekstowe „ja usieciowione”

W celu założenia profilu, użytkownicy wypełniają formularze przygotowane przez administratorów Facebooka. Już na początku pojawia się zatem pierwsze ograniczenie ze strony tak zwanych osób z zewnątrz. To one określają, jakiego typu informacje osobiste można publikować w profilu: do użytkowników należy jedynie przywilej uzupełnienia „okienek” szczegółami dotyczącymi ich życia prywatnego, na przykład jakie konkretnie są ich ulubione filmy, seriale telewizyjne, książki, muzyki jakich wykonawców słuchają najczęściej.

Podstawowa idea, jaka przyświeca założeniu profilu na Facebooku, to utworzenie „połączeń” (różnego rodzaju relacji) z ludźmi z całego świata. W ten sposób kreowany jest kolejny wymiar społeczeństwa opartego na sieciowej strukturze. John Naisbitt, cytowany przez Edwina Bendyka w książce Antymatrix, definiuje „sieci” jako „rozmawiających ze sobą ludzi, dzielących się pomysłami, informacjami i zasobami”. Zaznacza, że najważniejszy jest proces ich tworzenia, czyli „komunikacja ustanawiająca związki między ludźmi i grupami ludzi”16.

Bendyk porównuje ludzką sieć do matrixu – macierzy, w której „człowiek staje się elementem systemu, węzłem totalnej sieci, która redukuje go do wymiaru zoon technikon, zwierzęcia technicznego”. Według niego, oraz M. Castellsa, do którego się odwołuje, w sieci nie liczy się jednostka ludzka, istotne są relacje łączące ją z sieciowymi ogniwami oraz role, jakie wobec nich pełni. Z powstaniem nowoczesnej wersji społeczeństwa sieci wiąże się rewolucja technologiczna – informacjonizm, dzięki której to ludzie mogą kierować siecią informacyjną, napędzać ją, modyfikować, a także narzucać strukturę innym uczestnikom tego sieciowego przepływu informacji. Istotnym wyróżnikiem współczesnych procesów społecznych jest także ich „wirtualność rzeczywista”, oznaczająca, że realne jest to, co dociera do użytkowników sieci za pośrednictwem ekranów (telewizora i komputera).

W przeprowadzonych miniwywiadach z kilkoma znajomymi na temat ich facebookowych profili, w kwestii tego, dlaczego w ogóle zdecydowali się zaznaczyć swoją obecność na tej platformie społecznościowej, wszyscy odpowiedzieli, że właśnie po to, by tworzyć swoiste „linki” z całym światem. Oprócz tego, Facebook jest dla nich oczywiście kanałem informacyjno­‑komunikacyjnym, łączącym ich z przyjaciółmi17. Jednakże podkreślają oni, że Facebook to realne narzędzie w tym względzie, że pomaga w kontaktach online, ale nie zastępuje tych rzeczywistych18.

Ta chęć tworzenia kontaktów i „wirtualnych połączeń” z innymi osobami określana jest przez specjalistów w zakresie nowych mediów mianem „ja połączone” (ang. self­‑connected19). Oznacza to, że użytkownicy definiują siebie i swoją obecność­‑egzystencję w związku z innymi20. Termin „usieciowiony” (czy też bardziej obrazowo: „będący w sieci”) tłumaczony jest tak, że użytkownicy potrzebują wirtualnych połączeń (relacji) w celu potwierdzenia swojej realności, czasem bardziej rzeczywistej od tej fizycznej. „Hipertekstowy” z kolei oznacza, że każda informacja obecna między innymi w zakładce „Informacje” jest hyperlinkiem: można ją kliknąć i wtedy otworzy się karta w tle w tym samym oknie, na przykład strona ulubionego aktora, czy też muzyka, będąca oczywiście specjalnym facebookowym profilem – stroną, którą można „polubić” poprzez kliknięcie „Lubię to” i tym samym stanie się „fanem” strony.

Podstawowym tłem – „scenografią” dla omawianego mansjonu jest wspomniana już wyżej zakładka „Informacje”, w której każda informacja jest „klikalna”. Oznacza to, że po kliknięciu następuje przekierowanie na nową stronę lub otwarcie nowego okienka ze stroną. Jednakże sieć tych linków, czy też „hipertekstowy monodram użytkownika”, nie ma ani początku, ani środka, ani końca. To od pojedynczego użytkownika zależy, jakie informacje umieści w swoim profilu. Natomiast administratorzy Facebooka odpowiedzialni są za ilość różnorodnych typów informacji, jakie umieszczają oni w formularzach rejestracyjnych, spośród których mogą wybierać potem poszczególni właściciele profili.

Wszyscy moi rozmówcy stwierdzili, że starannie selekcjonują informacje, jakie publikują w swoich profilach, gdyż nie chcą dzielić z innymi szczegółów ze swojego prywatnego życia, na przykład dotyczących poglądów religijnych i politycznych oraz danych teleadresowych.

Nawiązując do teorii Goffmana na temat teatru życia codziennego, hipertekstowy mansjon można również uznać za swego rodzaju formę sceny dla autoprezentacji. Użytkownicy są aktorami, którzy prezentują różne role (życiowe) przed widzami – innymi użytkownikami, na przykład stan cywilny, członkowie rodziny, lista ulubionych filmów, cytatów i tak dalej. Jednakże cel jest taki, by przekonać siebie i innych widzów­‑użytkowników, że dane zawarte w zakładce „Informacje” nie są jedynie doświadczeniem wirtualnym, a realnym, mającym przełożenie na fizyczną rzeczywistość.

Mansjon drugi: „ja” obrazkowe. Cyfrowy fotorealizm oraz obrazy Baudrillarda bez związku z rzeczywistością

Facebook umożliwia swoim użytkownikom ekspresję – wyrażanie siebie poprzez obrazy: zdjęcia profilowe, albumy zdjęć oraz zdjęcia na tablicy. Możliwość dodawania zdjęć jest jednym z największych przywilejów, jaki posiadają właściciele profili – to sprawia, że są przekonani, iż to oni tak naprawdę reżyserują swoją obecność na Facebooku, a nie ktoś postronny (na przykład administrator, czy też PR­‑owiec). Użytkownicy dzielą się szczegółami ze swojego życia osobistego (istotne wydarzenia, podróże, spotkania z przyjaciółmi) poprzez tworzenie albumów, czy też zmianę profilowego zdjęcia na najbardziej aktualne. Pojawia się jednak pytanie: czy w istocie zbiór tych wszystkich zdjęć jest odzwierciedleniem rzeczywistości fizycznej, a nie jedynie wirtualnej? W erze cyfrowej fotografii może to nie być do końca stwierdzeniem prawdziwym. Teoria Baudrillarda w kwestii obrazów wyjaśnia, że współczesne społeczeństwo jest budowane przez obrazy, które nie mają jakiegokolwiek przełożenia na rzeczywistość: są swoim własnym czystym symulakrum (udawaniem rzeczywistości)21. Baudrillard w szczególności odnosi się do przypadku Disneylandu oraz pierwszego telewizyjnego reality show z rodziną Louds w roli głównej. Twierdzi on, że prawda jest kreowana przez media i my jako ich odbiorcy­‑konsumenci (wśród których znajdują się również użytkownicy portali społecznościowych) znajdujemy się pod ich kontrolą, a nasze doświadczenia są formowane właśnie przez media. Oznacza to, że od samego początku są „medialną symulacją”.

Użytkownicy Facebooka do pewnego stopnia tworzą jego medium, na przykład poprzez dobór zdjęć oraz ich korektę cyfrową. To zdjęcia właśnie są najbardziej wpływowym (na widzów­‑odbiorców, czyli innych użytkowników) narzędziem w hiper­‑realności Facebooka. Przykładowo, w jednej z aplikacji, Share Your Story, użytkownicy publikują jedynie jedno zdjęcie i nadają mu odpowiedni i trafny tytuł. Tylko jedno zdjęcie ma za zadanie zwizualizować ogólny sens osobistej historii danego użytkownika.

Część użytkowników Facebooka (a także innych portali społecznościowych) z pewnością korzysta ze specjalnych programów do cyfrowej obróbki zdjęć (od najprostszych i łatwo dostępnych, jak Picasa, do bardziej zaawansowanych typu Photoshop). Zwykle jednak, osoby te zapytane, czy poddają swoje zdjęcia takim zabiegom, odpowiadają że nie. Znajomi, pytani o tę kwestię, również stanowczo zaprzeczają – wybierają jednak takie „przedstawienia” siebie, na których wyglądają ładnie, czy też atrakcyjnie. Ich zdaniem, w profilu należy umieścić fotografie, które najlepiej oddają indywidualny styl życia i osobowość danego użytkownika. Jedna z pytanych odpowiedziała, że nie umieszcza żadnych zdjęć ze swoim wizerunkiem – jedynie krajobrazy oddające jej wnętrze i charakter. Tłumaczy to tym, że nie chce, by osoby jej nieznające mogły w prosty sposób wyszukać jej zdjęcie i w pewnym sensie „ukraść jej wizerunek”.

Podsumowując, żyjemy w tak zwanej erze obrazkowej. Czysty tekst nie jest tak mocno atrakcyjny pod względem dramaturgicznym. Odpowiedni dobór zdjęć powinien spełnić swoją rolę, czyli trafnie wyreżyserować „facebookowe życie” użytkowników tego portalu, które powinno być jednocześnie postrzegane jako autentyczne doświadczenie – jedyne prawdziwe.

Mansjon trzeci: tablica jako główna przestrzeń gry na teatralnej scenie Facebooka

Tablica stanowi najlepszy sposób komunikacji w obrębie Facebooka. Użytkownicy opisują ją jako miejsce, gdzie mogą pisać, co w danym momencie czują i myślą, czym chcą się podzielić ze swoimi znajomymi i przyjaciółmi. Owe aktualne myśli są również widoczne dla znajomych naszych znajomych, jak również administratorów Facebooka. Jest to jedyne narzędzie w serwisie, dzięki któremu można zaobserwować ruchy użytkowników i ich aktywność. Tablica informuje znajomych o tym, czy dany użytkownik dodał zdjęcie lub stworzył cały album, wypełnił quiz, zagrał w facebookową grę, czy też zaprosił nowych znajomych.

Tablica jest ponadto opisywana jako miejsce na doskonałą autopromocję, a także autoprezentację, co w sposób jasny kojarzy się z Goffmanem, a także występem teatralnym.

Typowy performance charakteryzuje się tym, że zawiera w sobie trzy podstawowe „składniki”: publiczność, aktorów­‑performerów (są oni obecni w tym samym miejscu i czasie) oraz tak zwaną żywość (ang. liveness).

W facebookowym występie użytkownicy tego portalu są jednocześnie widzami i performerami, obecnymi w tym samym czasie, ale nie tym samym – fizycznym – miejscu. Jednakże najważniejsza jest obecność przed monitorem komputera (w tym przypadku obowiązuje kategoria tak zwanej teleobecności), na którym wyświetlają się okienka
z facebookowymi treściami. Liveness oznacza, że tablica zmienia się (czyli aktualizuje) cały czas poprzez odświeżanie zawartości strony. Ponadto, użytkownicy są świadomi, że ich działania na tablicy są poddawane ocenie, więc są bardzo ostrożni w tym, co i jak „wystawiają” za pomocą tego facebookowego narzędzia.

Z punktu widzenia nowych mediów na temat teleobecności, teleakcji oraz tak zwanego nurtu „ekranologii” pisze między innymi L. Manovich w swojej książce Język nowych mediów. Pierwsza z wymienionych kategorii eliminuje czas i przestrzeń fizyczną jako realne przeszkody, uniemożliwiające przebywanie w konkretnym miejscu. Cytując autora: „Każdy punkt na Ziemi jest teraz […] dostępny w każdej chwili każdego innego punktu na Ziemi”.

Teleakcja rozumiana jest jako narzędzie wykorzystywane do udostępniania użytkownikom Internetu różnorodnych treści, na przykład poprzez hiperłącza umożliwiające „teleportowanie się” z jednego zdalnego serwera na inny. Polega na działaniu na odległość w czasie rzeczywistym. W zestawieniu ze sceną mansjonową, rozumiana jest jako przejście od jednego „wózka scenicznego”, prezentującego kolejne epizody, do drugiego. Z tym że w przestrzeni nowych mediów nie obowiązuje zasada linearności fabuły. Są to raczej przypadkowe wybory użytkowników, które nie układają się w konkretną narrację. Idąc za Manovichem, te „przedstawienia komputerowe” są ruchome, zmienne oraz poddawane ciągłym modyfikacjom.

W nurcie „ekranologii” wyróżnia się trzy typy monitorów: klasyczny, dynamiczny oraz rzeczywisty. Z nowymi mediami (czyli rzeczywistością wirtualną) związany jest ten ostatni, gdyż charakteryzuje go możliwość ciągłego odświeżania treści w czasie rzeczywistym. Istotne jest unieruchomienie użytkownika wpatrzonego w monitor komputera – może on „podróżować” bez konieczności fizycznego poruszania się. Manovich zwraca uwagę, że być może w przyszłości monitor i wzrok ludzki zostaną ze sobą połączone poprzez wczepienie specjalnego chipa do siatkówki oka. Służyć ma to temu, by „być zawsze podłączonym”. W ten sposób „ja sieciowe” stanie się podstawową tożsamością człowieka.

Mansjon czwarty: reklama na Facebooku i kwestia prywatności

Wraz ze wzrostem popularności Facebooka, coraz częściej poruszana jest kwestia prywatności. W ramach tej platformy społecznościowej ludzie dzielą się (ze zbyt dużą liczbą osób?) aktualnymi informacjami na swój temat. Mogą oni oczywiście ograniczyć dostęp do swojego profilu, ale to nie ochroni ich przed korporacjami reklamowymi – partnerami biznesowymi Facebooka. Poniższy cytat, pochodzący z wypowiedzi Marie Ellen Sluis, w jasny sposób wyjaśnia kwestię prywatności w kontekście współczesnego społeczeństwa kontroli, jak również relację pomiędzy użytkownikami a administratorami tego portalu w procesie reżyserowania przedstawienia teatralnego – performance’u zwanego Facebookiem:

Żyjemy w społeczeństwie, które jest całkowicie kontrolowane przez korporacje; nie możemy zrobić niczego więcej bez ludzi, którzy są zdolni śledzić nasz każdy krokoło Nasz podpis został zastąpiony przez hasło…22.

W powyższym zdaniu Sluis odnosi się do teorii Deleuze’a na temat społeczeństwa kontroli. W jednym ze swoich esejów, Postscripts on the Societies of Control, formułuje on swoistą proroczą wizję poprzez opisanie ludzi jako członków korporacji: masy zamiast indywidualności oraz różnorodne dane zamiast ludzkiego ciała (w odniesieniu do Facebooka chodzi o między innymi o wiadomości tekstowe, zdjęcia, wideo i tak dalej).

Znajomi, pytani o kwestię prywatności, opisują sytuację, w której z jednej strony wzmacniana jest ochrona danych osobowych (w rzeczywistości fizycznej, na przykład niektóre osiedla mieszkaniowe nie wywieszają już listy z nazwiskami mieszkańców przed wejściem do klatki schodowej), a z drugiej – na Facebooku bagatelizujemy tę kwestię i podajemy mnóstwo informacji na swój temat (czasem łącznie z numerem telefonu!), zapominając, by ograniczyć do takich danych dostęp.

Poza tym pojawia się również kwestia związana z czystą ciekawością ludzkiej natury – ludzie uwielbiają wiedzieć, co robią inni, a na to przecież pozwala im Facebook (w sposób w zasadzie niezauważony mogą przeglądać profile znajomych, a czasem nawet znajomych znajomych).

Wspomniałam wyżej, że reklamodawcy Facebooka mają dostęp do danych jego użytkowników. Powodem jest to, że portale społecznościowe są również po to, by dać zarabiać pieniądze produktom i markom oraz reprezentującym je PR­‑owcom i specjalistom do spraw reklamy. Z tego względu są oni zainteresowani dostępem do danych osobowych użytkowników Facebooka, by dopasować pod ich profil odpowiednie reklamy typu Google Adwords, nazywane również reklamami spersonalizowanymi. Pojawiają się one po prawej stronie ekranu. Można je zignorować bądź stworzyć własną, gdyż Facebook daje również taką opcję. W ten sposób na przykład istnieje możliwość, by zareklamować stworzony przez siebie quiz, lub też stronę ulubionego celebryty i tym podobne.

Marionetki i ich reżyserzy: punkt kulminacyjny facebookowych monodramów

Wszystkie poszczególne mansjony poddane analizie pokazują, że projektanci interfejsu Facebooka i ich współpracownicy starają się umiejętnie manipulować użytkownikami tego portalu społecznościowego. Czynią to, by ich przekonać, że są całkowicie wolni w performowaniu – wystawianiu siebie – poprzez dzielenie się różnymi osobistymi danymi w wirtualnej przestrzeni publicznej. Manipulacja polega między innymi na tym, że poprzez stworzenie quizu albo prostej aplikacji sugeruje się im, że wspierają oni rozwój facebookowej platformy na tym samym poziomie, co jej projektanci. W rzeczywistości jednak, nie jest to prawdą: słownictwo dramaturgiczne ukazuje relację pomiędzy użytkownikami, którzy są aktorami – marionetkami w rękach projektantów – reżyserów facebookowego spektaklu – performance’u, składającego się z niezliczonej ilości monodramów.

Przypisy:

1. D. Boyd, Why Youth ♥Social Network Sites: The Role of Networked Publics in Teenage Social Life [w:] Youth, Identity, and Digital Media, red. D. Buckingham, Cambridge, MA 2008, s. 119­‑142.

2. D. Boyd, N. Ellison, Social network sites: Definition, history, and scholarship [w:] „Journal of Computer­‑Mediated Communication”, 13(1), article 11 [@:] http://jcmc.indiana.edu/vol13/issue1/boyd.ellison.html (data dostępu: 7 października 2010).

3. M. Castells, Wirtualne społeczności czy społeczeństwo sieciowe? [w:] Galaktyka Internetu, Poznań 2003, s. 137.

4. Łącznie z facebookowymi profilami, które stanowią ich zmodyfikowane formy.

5. D. Bell, An introduction to cybercultures, Routledge, London 2001.

6. M. Carlson, What is performance? [w:] The Performance Studies Reader, red. H. Bial, Routledge, London 2007, s. 72.

7. D. Bell, An introduction…

8. „Ja w sieci” jest równoznaczne z „ja prawdziwym”; tamże, s. 118.

9. Termin opracowany przez specjalistów z zakresu nowych mediów.

10. J.D. Bolter, R. Grusin, Remediation. Understanding new media, Cambridge 1999.

11. Tamże.

12. M. Castells, Galaktyka…, s. 138.

13. Tamże, s. 151.

14. Wiąże się to z powstaniem kultury fanowskiej i tego, że ludzie – masy biorą media w swoje ręce. Zjawisko to opisuje H. Jenkins w Kulturze konwergencji.

15. G. Deleuze, Postscripts on the Societies of Control [w:] „October”, 1992, Vol. 59 (Winter), s. 3­‑7.

16. Zwłaszcza tymi fizycznie niedostępnymi z powodu odległości geograficznej, na przykład poznanymi w czasie pobytu na studenckiej wymianie w ramach stypendium Erasmus. Wiele osób właśnie dopiero z tego powodu zakłada konto na Facebooku.

17. E. Bendyk, Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci, Warszawa 2004, s. 126.

18. Nie powinno ich zastępować całkowicie, a jedynie je ułatwiać w przypadku czasowej niemożliwości spotkania „w realu”.

19. D. Bell, An introduction…, s. 257.

20. J.D. Bolter, R. Grusin, Remediation…

21. J. Baudrillard, Simulacra and simulations [w:] Selected writings, Stanford 1988, s. 164­‑184.

22. M.E. Sluis, Facebook, Connecting and Controlling People [@:] http://mastersofmedia.hum.uva.nl/2009/09/28/facebook-connecting-and-controlling-people/ (data dostępu: 7 października 2010).